Grzegorz Mierzejewski
województwo: mazowieckie,
schorzenie: złośliwy nowotwór mózgu
Wyobraźcie sobie, że jesteście zamknięci... we własnym ciele. I to nie od zawsze. Zacząłem słabnąć w gimnazjum. Pamiętam, że siedziałem w basenie. Powiedziałem mamie: "Jestem jakiś śpiący". Bo często bywałem śpiący, a do tego doszły wymioty. Pojechałem z mamą do szpitala do Płocka. Usłyszeliśmy, że jestem odwodniony. Przeleżałem w szpitalu 3 dni, ale mama nalegała, żeby zrobiono mi rezonans głowy. Po tym badaniu nogi się pod nami ugięły. Diagnoza: guz mózgu.
Natychmiast przewieziono mnie na badania do Centrum Zdrowia Dziecka do Warszawy. Wszystko działo się bardzo szybko. W środę mama rozmawiała z lekarzami, już w piątek był zabieg. Wstawiono mi w głowę zastawkę. Po 3 tygodniach rehabilitacji zacząłem chodzić. Myślałem, że wszystko będzie dobrze, ale guz miał 9 centymetrów. Zdecydowano o jego usunięciu. 22 listopada 2015 roku to dzień, kiedy zaczynałem być więźniem we własnym ciele. Guz usunięto, ale straciłem też bezpowrotnie możliwość mówienia i poruszania się. Jestem uzależniony od najbliższych, którzy muszą mnie przesadzać, nosić. Ważę już "swoje" i mamie ciężko jest mnie przenosić. Zajmuje się mną sama. Jak jest lato - trzeba mnie napoić, przebierać, bo przecież się pocę. Trzeba do mnie wstawać w nocy. Wymagam opieki 24 godziny na dobę. Mam młodszego o 1,5 roku brata i jeśli jest w domu pomaga mamie jak może. Najgorsze jest chyba to, że wszystko rozumiem, ale nie mogę nic powiedzieć. Gdy mama mnie o coś pyta, odpowiedź wyczytuje w moich oczach, mini-ruchach, czasem łzach. Bo z bezsilności potrafię się popłakać.
Nie przeżuwam pokarmów, jestem karmiony dojelitowo przez PEG, czyli specjalną przetokę, która umożliwia podanie pokarmu bezpośrednio do żołądka. Od dwóch lat towarzyszy mi padaczka. Przyjmuję specjalne leki. Czeka mnie wyjęcie z głowy płytki. Mama bardzo przeżywa każdy zabieg.
Potrzebuję terapii logopedycznej, ponieważ mięśnie mojej twarzy uległy osłabieniu oraz zanikowi. Rehabilitant przyjeżdża do mnie prywatnie. Potrzebuję takich sprzętów jak łóżko na pilot czy podnośnik, żeby bliscy choć trochę mogli odpocząć. Jesteśmy w trudnej sytuacji, bo tata nie utrzymuje z nami kontaktu. Nasz świat legł w gruzach. Pomóc nam mogą tylko ludzie dobrej woli. Za każdą wpłatę - dziękujemy!