
Igor Góralski
województwo: łódzkie,
schorzenie: mózgowe porażenie dziecięce z wyłonioną gastrostomią odżywczą
Igor był bardzo wyczekiwanym dzieckiem dziecko. Do siódmego miesiąca ciąży wszystko wydawało się być w porządku. W pewnym momencie pojawiły się sformułowania „mała główka”, „ porażenie kończyn”.… Nadzieja, że to pomyłka, błąd USG, że wszystko jeszcze się ułoży. Do samego porodu trzymałam się tej wiary. Rzeczywistość przyszła nagle i zabolała bardziej, niż potrafię opisać. Diagnoza: czterokończynowe porażenie mózgowe z małogłowiem.

Szok, złość, bunt, ogromny żal do Boga i całego świata. A jednocześnie… miłość. Bezwarunkowa, silniejsza od strachu. Igor był i jest moim dzieckiem. Nie „przypadkiem”, nie „chorobą”. Urodziłam syna. Mam troje dzieci i kocham je wszystkie tak samo, ale Igor jest wyjątkowy, bo nauczył mnie miłości, której nie da się zmierzyć słowami. Kilka dni po porodzie usłyszałam pytanie, czy zabieram synka do domu. Dla mnie odpowiedź była oczywista. Kochałam go już w brzuchu.
Walka o Igora zaczęła się właściwie od razu po wyjściu ze szpitala. Lekarze, badania, wizyty tam, gdzie tylko była iskra nadziei. Myślałam, że może operacja, że może medycyna jeszcze coś zmieni. Jeszcze nie wiedziałam, jak potoczy się jego życie, jak będzie funkcjonował.

Najważniejsza okazała się rehabilitacja. Zaczęliśmy ją, gdy Igor miał zaledwie dwa miesiące. Był pogodnym, wesołym chłopcem. Reagował na głos, szukał mnie wzrokiem, śmiał się. Uwielbiał bajki. Myszka Miki wywoływała u niego radość. Potrafił siedzieć z podparciem. Ruszał rączkami i nóżkami, trzymał zabawki. Nie chodził, ale odpychał się na podłodze.
I wtedy przyszedł 2024 rok. Majówka, ciężkie zapalenie płuc. Dwa miesiące na OIOM-ie. Aparatura, strach, bezsilność. Słowa lekarzy, które łamały serce: „nie rokuje”, „nie ma szans”. Igor przeżył, ale wrócił do mnie inny. Zniknął uśmiech. Zniknął kontakt, który był między nami. Kiedyś krzywił się, gdy odchodziłam, cieszył się na mój głos. Dziś już tego nie ma.

Teraz Igor jest dzieckiem wyłącznie leżącym. Wymaga całodobowej opieki. Karmiony dojelitowo, pod tlenem, pod aparaturą. Pielęgnacja, odsysanie, leki — nasz dzień zaczyna się o szóstej rano, a noc często nie kończy się wcale. Wstaję, czuwam, nasłuchuję. Boję się zasnąć głęboko. Boję się chwili, w której Igor zaśnie i się nie obudzi. Nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niego.
Czasem mam wrażenie, że coś jeszcze do niego dociera. Co prawda leży i patrzy w jeden punkt, nie reaguje jak kiedyś, ale gdy mówię: „mama cię kocha”… mam wrażenie, że kąciki jego ust drgają. I wtedy wiem, że on mnie słyszy. Brakuje mi jego radości. Oddałabym wszystko za jeden świadomy uśmiech.

Marzę o tym, by Igor znów mógł usiąść. By usiadł na wózek i pojechał na spacer, poczuł wiatr, słońce. Wózek stoi, czeka. A ja patrzę na niego z bólem, bo nie stać mnie na intensywną, kompleksową rehabilitację, która dałaby mu choć cień szansy.
Dlatego dziś proszę. Z całego serca. O pomoc, o wsparcie, o otwarte serca. Każdy gest, każda złotówka, każde udostępnienie to krok bliżej do tego, by Igor znów mógł być bliżej świata. On oddał mi wszystko — swoją obecność, swoją walkę, swoje życie. Pomóżcie mi zawalczyć o mojego synka.



