
Natalia Gontarczuk
województwo: podlaskie,
schorzenie: autyzm, brak mowy czynnej
Pierwsze sygnały, że rozwój Natalki przebiega inaczej, pojawiły się, gdy miała dwa latka i rozpoczęła swoją przygodę z prywatnym przedszkolem. Panie nauczycielki zauważyły, że nie bawi się z innymi dziećmi, odchodzi od grupy, nie mówi, nie potrafi kontrolować emocji. Zdarzały się wybuchy agresji, a brak mowy czynnej i nieprawidłowe reakcje sensoryczne budziły coraz większy niepokój.
Szybko trafiliśmy do poradni psychologiczno-pedagogicznej. Diagnoza zapadła niemal natychmiast – autyzm. To był moment ogromnego szoku, niedowierzania i bólu. Trudno pogodzić się z myślą, że tak małe dziecko będzie musiało zmagać się z zaburzeniem rozwojowym ośrodkowego układu nerwowego przez całe życie. Jednocześnie wiedzieliśmy jedno: nie możemy się poddać.

Zmieniliśmy przedszkole na specjalistyczne, gdzie Natalka została objęta codzienną terapią. Równolegle rozpoczęła się intensywna praca w domu. Gdy miała niespełna trzy lata, pojawiły się pierwsze słowa, jeszcze nieporadne, „po swojemu”, ale były jak cud. Dziś Natalka próbuje rozmawiać, powtarza, śmieje się i nawiązuje kontakt. To był dla nas ogromny przełom, pokazujący sens naszej żmudnej pracy.
Córka wciąż zmaga się z poważnymi trudnościami sensorycznymi, szczególnie z zaburzonym czuciem głębokim – często nie odczuwa bólu, co budzi w nas ogromny lęk. Jej ciało bywa skrajnie napięte, a układ nerwowy wymaga stałej regulacji. Dlatego tak ważne są specjalistyczne terapie. Ćwiczenia z logopedą ma 5 razy w tygodniu, do tego integracja sensoryczna, Trening Umiejętności Społecznych, a także zajęcia ruchowe: balet i piłka nożna. Te ostatnie to jej ulubione i gdyby mogła, nie wychodziłaby z nich wcale.

Każdy dzień wygląda podobnie: najpierw płatne przedszkole specjalistyczne, potem kolejne terapie. Nie mogę podjąć pracy, jestem przy Natalce. Wszystkie środki, jakie mamy, przeznaczamy na jej leczenie i rozwój. Koszty sięgają około 3500 zł miesięcznie, a mimo to musieliśmy z części zajęć zrezygnować – z basenu i hipoterapii. Marzymy, by było nas stać i by do tego wrócić. Przerwy w terapii bardzo ją cofają, dlatego nie możemy na to pozwolić.


Ogromnym wsparciem okazała się społeczność Jagiellonii Białystok, której Natalka jest wielką fanką. Piłkarze i trenerzy otworzyli przed nią serca w sposób, który trudno opisać słowami. Wyprowadzała zawodników na mecz, a Jesus Imaz – dziś dla niej „wujek Imaz” – wziął ją na ręce, gdy pierwszy raz pojawiła się z grupą dzieci z niepełnosprawnościami. Koszulki, kurtki, piłki, rękawice i licytacje stały się czymś znacznie więcej niż gestem. Były dowodem, że Natalka nie jest sama. Śmiejemy się, że gdy Natalka kibicuje – Jagiellonia triumfuje.

Dzięki pomocy dobrych ludzi udało się zrealizować letni turnus rehabilitacyjny, który przyniósł wyraźne postępy. W styczniu Natalka wyjeżdża na kolejny, dwutygodniowy turnus do Złotowa. Koszt to około 15 tysięcy złotych, a kolejne planowane są co pół roku. To właśnie podczas takich turnusów terapeuci najintensywniej pracują nad rozwojem mowy, komunikacji i regulacją sensoryczną.

Dziś Natalka jest uśmiechnięta, pełna życia, otwarta i radosna. Bawi się z innymi dziećmi, nie chce wychodzić z przedszkola, tańczy, kibicuje Jagiellonii całym sercem. Jest małą łobuziarą z ogromną siłą.
Naszym marzeniem jest, by pewnego dnia mogła pójść do szkoły razem ze zdrowymi dziećmi. By była samodzielna, bezpieczna i szczęśliwa. By jej świat, choć zawsze trochę inny, był pełen ludzi, którzy ją rozumieją i akceptują.
Dwa lata temu nie mówiła, nie bawiła się, zamykała się w sobie. Dziś ma cztery lata, mowa się rozwija, Natalka idzie do przodu i daje nadzieję, nie tylko nam, ale i innym rodzicom, którzy są na początku tej trudnej drogi. Zrobimy wszystko, by mogła iść dalej.
Za każde okazane wsparcie i przekazanie 1,5 procent podatku bardzo Wam dziękujemy.
