
Piotr Krajewski
województwo: małopolskie,
schorzenie: zespół ekstremalnie krótkiego jelita, żywienie pozajelitowe, implantacja cewnika centralnego
Na boisku wołali na niego „Błyskawica”. W 2020 roku grał w lokalnej drużynie Ludźmierz Wiatr. Piłka kleiła mu się do nóg, a w oczach miał coś, czego nie da się nauczyć – czystą radość. Marzył o prawdziwych meczach, o stadionowych światłach, o tym, że kiedyś ktoś wykrzyczy jego nazwisko z trybun.
Dwa tygodnie po narodzinach lekarze walczyli o życie Piotrka. Wygrali, ale cena była ogromna. Zostało mu zaledwie osiem centymetrów jelita. Zbyt mało, by organizm mógł sam przyjmować to, co daje siłę. Dlatego każdego dnia, o 17:00, zaczyna się jego 14 godzin podłączenia do pompy infuzyjnej. Przez cewnik umieszczony w sercu, w sterylnych warunkach, mama podaje mu żywienie zamknięte w worku. Bez tego nie mógłby żyć. Od 2026 roku to nowy, czwarty cewnik.
O 7:00 rano Piotr się odpina, żeby na 8:00 być w szkole. Wtedy znów może być nastolatkiem. Choćby na chwilę. W domu jest mało miejsca. Stojak i pompa stacjonarna jest niewygodna i bardzo ograniczająca. Kiedyś stojak nie wytrzymał i żywienie o mały włos nie spadłoby na podłogę. Najlepiej, gdy pompa jest umieszczona w specjalnym plecaku. Czasem trzeba doszyć rzep, czasem kupić nowy, bo sprzęt się zużywa. Najdroższe jednak są dreny – jeden dziennie, jednorazowy. Około 50 złotych. Codziennie. Bo codziennie trzeba „jeść”. Lekarze pytają, jak to możliwe, że nie ma zakażenia. Może dlatego, że mama podłącza go z wielką odpowiedzialnością, dbałością, ale też strachem.
Dzięki mobilnej pompie może wyjść z domu, pojechać do cioci, spotkać kolegów. Idzie z plecakiem, ale nikt nie widzi, że w środku nie ma zeszytów ani bluzy. Piotrek chciałby żyć jak rówieśnicy. Chciałby pojechać na basen, ale nie może, żeby nie zmoczyć opatrunku i by nie wdało się zakażenie. Chciałby pograć w piłkę, ale przypadkowe uderzenie czy szarpnięcie mogłoby uszkodzić cewnik, a dostęp żył centralnych jest mocno ograniczony. Chłopaki z dawnej drużyny grają już „na poważnie”. Kiedyś Piotrek kochał piłkę. Teraz nawet o niej nie mówi. Odciął się. To jego tarcza obronna. Nie lubi też mówić o chorobie, zamknął się na ten temat. Bo łatwiej milczeć, niż tłumaczyć, dlaczego niektórych ćwiczeń nie może wykonywać na lekcji WF.
Piotrek lubi komputer. Lubi rolki. Rower. Marzy o rowerze do trików, takim, na którym można skakać wyżej niż własne ograniczenia. Ale nie może ryzykować. Nie może uszkodzić cewnika.
Jednak ten chłopak ma w sobie coś niesamowitego -ogromny apetyt. Przede wszystkim na życie. Chce spacerować, śmiać się, pograć na komputerze do późna. Każdego dnia udowadnia, że choć jego jelito jest ekstremalnie krótkie, jego marzenia wcale takie nie są. Może nie biega już po boisku, ale wciąż walczy. Codziennie. Cicho. Wytrwale. I to jest najtrudniejszy mecz, jaki można sobie wyobrazić.
Dziękujemy za każde wsparcie – darowizny, wpłaty 1,5 procent podatku - które jest nieocenione dla Mamy samotnie wychowującej trzech synów.

