Operacja oczu Hani
Już w pierwszym roku życia Hani zauważyłam, że jej oczka nie są ustawione tak, jak być powinny, że uciekają do środka. Lekarze mówili, żeby się nie martwić, że jest mała, jest czas... nie stwierdzono u niej retinopatii wcześniaczej.
Dziś wiemy, że uszkodzony jest nerw wzrokowy. Lekarze nie umieją powiedzieć, czy to następstwo wcześniactwa, czy wypadku, który przeżyła mając niespełna pół roczku. Najważniejsze jest teraz to, że Hania potrzebuje natychmiastowej operacji oczu. To dziecko, które zamiast iść do wyciągniętych rączek - uderza w kant stołu. To dziecko, któremu na spacerze przestrzeń zlewa się jedno i nie umie ocenić, gdzie kończy się chodnik, a zaczyna ulica. Hania niedawno nauczyła się chodzić, poznaje świat. Na placu zabaw jej rówieśniczki wchodzą same na zjeżdżalnię, a przed Hanią długa droga, żeby tego dokonała. Cały czas się rehabilitujemy, ćwiczymy, zaklejamy jej oczko. Marzymy, by jak najszybciej zobaczyła świat takim, jakim jest. Operację wyznaczono na 21 września. Ja - mama - zrezygnowałam z pracy, by zająć się Hanusią i jej bratem, więc kwota 7 tysięcy złotych za sam zabieg - nie mówiąc już o kosztach dodatkowych i rehabilitacji po operacji - jest poza naszym zasięgiem.
Czasu jest mało! Jeśli możecie, pomóżcie Hani oglądać świat w jasnych barwach. Wiemy, że jej życie to tor przeszkód, ale jeśli je zobaczy, będzie miała szansę je ominąć. Dziękujemy!

